Jerzy Stelmaszczuk

Muzyk, gitarzysta basowy, którego Zbigniew Łapiński zaprosił do nagrania płyty "Szukamy stajenki". Płyty nie nagrano, ale przyjaźń między nimi przetrwała lata:

Zbyszka poznałem pod koniec 1994 r. w czasie intensywnych prób do spektaklu muzycznego Szukamy stajenki. Od samego początku wiedziałem, że mam szczęście uczestniczyć w czymś wyjątkowym i bardzo osobistym, gdzie każda nuta ma swoje miejsce i uzasadnienie. Doskonałe utwory, zarówno jeśli chodzi o prowadzenie linii melodycznej, jak i w warstwie aranżacyjnej całego zespołu. No i Kompozytor... Niezwykle wymagający i dokładnie wiedzący, jakiego ostatecznego kształtu utworów oczekuje po muzykach zaproszonych do wspólnego tworzenia. Do tego bezwzględny i nieidący na żadne ustępstwa. Dowodem na to była wymiana tych muzyków, którzy nie spełniali oczekiwań Zbyszka po pierwszych dniach prób. Mnie się jakoś udało uchować i nawet zostać na długo... Wtedy jednak nie wiedziałem jeszcze tego, jak ważna będzie dla mnie ta współpraca i jak wiele się wydarzy rzeczy, które zaowocują czymś na kształt przyjaźni popartej wzajemnym szacunkiem i zrozumieniem, również słabości i niedoskonałości, z jakimi boryka się przecież każdy. Był czas, że bardzo często spotykaliśmy się nie tylko przy okazji kolejnych projektów muzycznych, do których byłem zapraszany, ale też prywatnie na długie rozmowy, podczas których mogłem poznawać sposób komponowania nowych utworów, które Zbyszek chętnie prezentował i czasem nawet pytał o moje odczucia. Do tej pory podziwiam łatwość, z jaką potrafił układać ciekawe i nieoczywiste melodie, nieraz pełne specyficznej liryki, ale też często drapieżne i dramatyczne. Zawsze jednak oryginalnie Jego i niepoddające się żadnym schematom. O indywidualnym i rozpoznawalnym stylu orkiestracji i doboru barw instrumentów elektronicznych, którymi posługiwał się szczególnie w ostatnich latach. No i do tego niesamowita umiejętność wyczucia tekstów, do których pisał. Oddawanie ich nastroju poprzez Muzykę, która w mistrzowski sposób wplatała się i była dopełnieniem ostatecznego kształtu utworów, w których słowo pełniło funkcję nadrzędną. Zbyszek do końca wierzył w sens tworzenia. Takiego prosto z serca, pełnego pasji i uczciwości wobec siebie i odbiorcy. To na szczęście pozostało... A później nastał Poniedziałek Wielkanocny drugiego kwietnia 2018 r. i „zbiorczy” SMS od Darka, którego pewnie na zawsze zachowam. Niedowierzanie i wielki ból... Bo przecież po świętach mieliśmy się spotkać i nie tak to miało być...

(źródło: K. Walentynowicz „Poeta melodii. Biografia artystyczna Zbigniewa Łapińskiego” 2018r.)

Kontakt