Jarosław Janowski

Artysta współpracujący ze Zbigniewem Łapińskim przy realizacji koncertów podczas FAMY w Świnoujściu w II połowie lat 80. XX wieku:

W latach od 1977 r. do stanu wojennego byłem szefem programowo-artystycznym Studenckiego Centrum Kulturalnego Pod Jaszczurami w Krakowie. Prowadziłem wtedy kilkakrotnie koncerty Studenckiego Festiwalu Piosenki. To był złoty okres kultury studenckiej. Działało wtedy w kraju ponad 220 klubów studenckich w kilkunastu środowiskach akademickich. Znaliśmy się niemal wszyscy, a obieg wewnętrzny kultury był niewiarygodnie duży. Cokolwiek błysnęło na Festiwalu Piosenki w Krakowie, natychmiast ruszało w objazd po kraju. Kultura sama się promowała, obok ruchu klubowego były juwenalia i liczne mniejsze lub większe festiwale oraz przeglądy. Pamiętam do dziś żart, jaki popełniłem w Hali WISŁY, zapowiadając grupę Piosenkariat na którymś tam z rzędu koncercie laureatów. To było mniej więcej tak: „Przed Wami największa gwiazda piosenki studenckiej, kompozytor, aranżer, wykonawca, wirtuoz, duchowy przywódca pokolenia – Zbyszek Łapiński. Akompaniują mu Jacek Kaczmarski i Przemysław Gintrowski!”. Łapa był w siódmym niebie, Jacek Kaczmarski śmiał się na głos, a Przemek Gintrowski był raczej zdystansowany. Odtąd przy każdym spotkaniu, koncercie, a było tych okazji wiele, Łapa witał się ze mną serdecznie, zawsze z żartem i ciepłym słowem. Zachowałem Go w pamięci jako niezwykle skromnego, pracowitego oraz obdarzonego inteligentnym, zahaczającym o cynizm poczuciem humoru. (...) Zbyszek Łapiński dwukrotnie przyszedł mi z pomocą jako kompozytor. Bodaj w 1987 r. reżyserowałem w Teatrze Dramatycznym koncert z okazji 30-lecia Kuriera Polskiego. Z dnia na dzień Zbyszek skomponował piosenkę finałową Wszystko dla wszystkich do skrobniętego na pniu tekstu. Na FAMIE rok później reżyserowałem kabareton. Zbyszek jak zwykle komuś tam akompaniował. Poprosiłem go o przysługę – dzień przed koncertem. Napisałem piosenkę Na krańcu Europy– jako finał tego kabaretonu. Zbyszek podjął się kompozycji. Niestety, nie mam ani tekstu, ani kasety (śpiewali pod dyrekcją i w aranżacji Zbyszka niemal wszyscy wykonawcy). W finale wprowadziliśmy na scenę kuca ze skrzydełkami (jaka sztuka, taki pegaz), piosenkę solo śpiewał aktor Andrzej Bartkowski. Pamiętam kilka wersów – ale ta piosenka wyszła wtedy na kasecie „famowskiej”, wydanej przez studenckie Radio Szczecin – więc może gdzieś ocalała. (...) Lata lecą i pamięć bywa zawodna. Ja zachowałem w niej uśmiech Zbyszka i jego niezwykły profesjonalizm. (źródło: K. Walentynowicz „Poeta melodii. Biografia artystyczna Zbigniewa Łapińskiego” 2018r.)

(źródło: K. Walentynowicz „Poeta melodii. Biografia artystyczna Zbigniewa Łapińskiego” 2018r.)

Kontakt